Obudziłam się rano z krzykiem , który praktycznie utknął mi w gardle. Byłam gotowa drzeć się ile wejdzie , ale miałam uczucie jakby ktoś złapał mnie za gardło i zaciskał z całych sił . Spragniona tchu i osłabiona brakiem powietrza dosłownie wypadłam z mojej czarnej jak noc pościeli , po czym rzucałam się po podłodze jak opętana , usiłując dotrzeć do okna , na co nie pozwalały mi moje cierpiące płuca. Zawzięłam się w sobie i z wielkim wysiłkiem złapałam parapet. -MOMENT?! (popatrzyłam jeszcze raz na swoją dłoń) , kurwa ! przecież ja mam paznokcie pomalowane na fiolet a nie na czarno. Co tu się dzieje?? Serio oszalałam?? Zaczęłam nerwowo rozglądać się po pokoju . Nie zważałam już na płuca które krzyczały o choć jeden milimetr sześcienny powietrza , tylko zaczęłam szybko filować to co widziałam. Łóżko pod ścianą , nad nim obraz z końmi, okno zasłonięte żaluzjami z szafy wylewał się potok ciuchów, dywan był cały w przeróżnych kosmetykach... Gdzie ja jestem!??
sorki za takie króciutkie wypocinki ale nie mam dostępu
do komputera , nie będę więcej pisać dopóki nie naprawią mi kompa
no nareszcie nowy rozdział :D
OdpowiedzUsuńi jak ci kiedyś mówiłam w szkole - świetnie piszesz ;)