my diary

my  diary
by google

środa, 30 maja 2012

Bo wiedza nie zawsze jest czymś czego pragniemy , no chyba że przeczytamy pamiętnik swojego wroga...

                                             22.05.2012
Camille?? Camille , co ci się stało??-słyszałam jakby z za ściany.-Camille!! Obudź się nooo!! Gdy podniosłam się z zimnych jak kamień płytek , pochylała się nade mną mama.
-O , dzięki Bogu , już wróciłaś do świata żywych , co ci się skarbie stało , tak nagle się rozłączyłaś , nie wiedziałam co ci jest!!-nawijała mama głosem , który nazwałam  terminem '' udaje , że ją to obchodzi i myśli , że jest dobrą matką''
-Nie bój się mamo już mi lepiej (nie wiedziałam jak mam się z tego wytłumaczyć) , wiesz chyba coś było z tą sałatką , którą wzięłam na śniadanie (wymyśliłam to na poczekaniu i modliłam się żeby tylko uwierzyła).
-No , tak , racja!! Wzięłaś ta z selera i pora??-coś mi się zaczęło szybkie kłamanie naprawiać , pomyślałam.
-Tak , tą wzięłam- powiedziałam powoli udając że słucham choć myśli miałam mile stąd.
-Tak była...-i dalej nie słuchałam
-Córcia , słuchasz mnie??-wyrwała mnie z zadumy , którą można nazwać drzemką z otwartymi oczami.
-Tak , tylko jakoś mi niedobrze , powiedz dyrektorowi że dzwoniłam do ciebie i że musisz mnie zabrać do domu bo jest mi słabo-powiedziałam potwornie szybko , a mimo to bardzo wyraźnie.
-A dasz radę tu sama zaczekać??-udała prawdziwą matkę
-Jasne , nie spiesz się , mogę zaczekać ile będzie trzeba-powiedziałam od niechcenia , bo chciałam jak najszybciej się jej stąd pozbyć i jechać do domu.
-Już lecę, zaczekaj minutkę-i poszła w głąb korytarza.
Oparłam się o moją, zimną szafkę i czułam , że odpływam. To było takie samo uczucie jak to gdy siedziałam w pokoju w dzień wolny od szkoły. Tym razem również widziałam obrazy ale teraz słyszałam jak CS majstruje przy swojej szafce , po czym ja otwiera i wyjmuje swój różowo-panterkowo-futerkowy pamiętnik. Najdziwniejsze było to , że widziałam to jej oczami. Gdy tylko się ''obudziłam'' przypomniałam sobie , że jej szafka jet nad moją głową. Wstałam ociężale i moja ręka mimowolnie powędrowała do pokrętła szyfrującego, by za chwilkę ją otworzyć. 0606199607061996. Moja ręka automatycznie wykręcała kolejno liczby ukazujące mi się przed oczyma ,a ja nawet nie wiedziałam co mam zrobić. Czułam jakbym była szmacianą lalką tyle że z własnym mózgiem , ale ktoś inny mną kierował. Chciałam się uwolnić ale to nic nie dawało , a w głowie słyszałam tylko ''chceszsz,chceszsz tego''. TRZASSK!! I szafka była już otwarta. Na samym dnie różowych śmieci leżało to czego szukałam i co było moim przekleństwem. Znów mimowolnie zabrałam GO i schowałam w plecaku. ''Dałaśśś radę , dobra robota , teraz się wszystkiego dowieszsz...'' Brzmiał cichy szept , niemal , o ile nie identyczny jak ten , który słyszałam wcześniej.
***
Mama jeszcze nie przychodziła , więc postanowiłam podumać. Zastanawiałam się skąd wiedziałam kod do... wiadomo do czego (bałam się nawet o tym myśleć , bo skoro działy się ze mną tak dziwne rzeczy , to mogło nawet istnieć czytanie w myślach!!). Dobra , nie ważne, muszę skończyć z tymi szalonymi tezami na temat mojej szerzącej się psychozy. Zaczęłam się wyciszać , jak to uczył nas instruktor na kursie jogi. Przypomniały mi się jego słowa , które chyba nawet rozbrzmiewały w mojej głowie: ''Drodzy młodzi ludzie, jestem profesor Lawson, i nauczę was tego , jak wyciszać się w nerwowych sytuacjach. Oto pierwszy krok: Wyczyśćcie umysł  ,tak aby została w nim tylko jedna pozytywna chwila , którą cieszycie się w każdej wolnej minucie waszego wspaniałego , młodego życia..- To właśnie zrobiłam , przypomniałam sobie to jak dostałam pierwszy raz nowy telefon (nie miałam zbytnio dużo takich momentów , wiec wybrałam jakikolwiek)-..krok drugi: ustawcie się w najwygodniejszej dla was pozycji i delikatnie wdychając powietrze skupcie się na waszej radosnej chwilce..(uwielbiał zdrabniać słowa , tak mi się przypomniało)...a teraz cieszcie się spokojem i wpuśćcie do waszej głowy to czego się obawiacie , lub nad czym się zastanawiacie , a będzie wam dane ukojenie i odpowiedź...'' Przywołałam pytanie na temat szyfru do szafki CS , ale brzmiało ono troch inaczej niż miałam zamiar wcześniej zapytać , bo nie tego teraz chciałam się dowiedzieć. Brzmiało ono tak: ''co oznacza szyfr do szafki Charlotte Serbowsky'' , bo coś się bałam , że chyba wiem od czego pochodzi. 
***
Po kilku minutach (a mamy dalej nie było widać) zrozumiałam co on oznacza. Mianowicie 0606199607061996 to dwie daty 06.06.1996 i 07.06.1996 . Tylko , że nadal zastanawiałam się co one oznaczają. 
-Camille skarbie , wstawaj jedziemy do domu , dyrektor da ci wolne na cały tydzień , bo nauczyciele skarżą się , że coś jest z tobą nie tak-przerwał mi medytowanie cichy i chropowaty głos mamy
-Lajtowo chodźmy , bo już nie mogę się doczekać ,aż walnę się na łóżko i poczytam trochę podręcznik do chemii.-udałam nagłe i ponowne zainteresowanie nauką, bo jakoś teraz odeszła mi chęć na czytanie czegokolwiek , teraz marzyłam , aby wziąć poduszkę i zasnąć gdziekolwiek na świecie...

niedziela, 27 maja 2012

Umrę jak ktoś go przeczyta - pomyślał każdy kto założył pamiętnik

21.05.2012
To znowu ja i moje wpisy w pamiętniku. Wiem , że długo nie pisałam , ale tak jakoś wyszło. Dzisiaj w szkole miałam same przedmioty humanistyczne , ale i tak było fajnie. Ludzie przepraszający za ''przypadkowe'' wpadanie na mnie pojawili się dzisiaj znowu , jak z resztą w każdy dzień mojego jakże fascynującego życia. Nie po to z resztą wyciągałam pamiętnik , żeby pisać kto na mnie wpadł pod pretekstem ''chwilowej ślepoty''. Wszystkie dziewczyny , zarówno jak ja i te popularne mdlałyśmy na widok nowo przybyłego do szkoły ucznia. To był wysoki blondyn , z czarną torbą na ramieniu , chudy , z czekoladowymi oczami i dobrocią z nich bijącą. Od samiuteńkiego początku wiedziałam , że czy biedaczek będzie chciał , czy nie , to i tak będzie musiał przez jakiś czas chodzić z Charlotte Serbowsky , ona nie przepuszcza takich smakowitych kąsków , a i jemu się to przyda (jej matka jest Czeszką). Jest ona kapitanem szkolnej drużyny siatkarskiej dziewczyn. Każdy szanujący się i mający jakieś stanowisko w szkole chłopak musiał z nią być (to daje jakieś +50% do popularności). On wyglądał na takiego co na pewno musiał mieć wysokie jeśli nie najwyższe stanowisko w szkole. Ale co dalej , wcale nie okazał się taki jak myślałam , bo przysiadł się do szkolnej grupki kujonków na przerwie na lunch. Strasznie mnie to dziwiło , bo przyznaje się , poszłam z za nim po po pierwszej lekcji i usłyszałam , jak CS (tak nazywałam Charlotte) zaprasza go do siebie do stolika , gdzie siedziała szkolna elita elit. Zazwyczaj siedziałam sama , ale rzadko jadłam , bo jakoś w szkole często głodna nie byłam. Dzisiaj delektowałam się sałatką z pora i selera , co przepijałam sokiem pomidorowym (ludzie uważali mnie za idiotkę , ale jakoś nigdy jeszcze kaloryczność wszystkich razem moich posiłków nie wynosiła powyżej 950kcal , ale nie wyglądałam aż tak strasznie). Rozwiązywałam sobie moje ukochane sudoku kiedy stanął nade mną George Houdge - szkolny kujonek. 
-Cześć Camille , powiesz mi co to za żarty z tym nowym??-powiedział od razu ze śmiesznym oburzeniem.
-Wiesz to nie do mnie bo ja nawet nie wiem skąd on się tu wziął i jak ma na imię-powiedziałam przez zęby-i spadaj mi stąd bo mi obrzydzasz sałatkę-warknęłam.
-Jak coś może obrzydzić seler i pora razem wzięte , to ja nie wiem , a i to jest Evan Westside , a jego rodzice tydzień temu przeprowadzili się tu z Chicago-dumnie wyrecytował i odszedł.
Zabrałam się ponownie za jedzenie i sudoku kiedy prawie oberwałam jakimś talerzem , który bezdźwięcznie rozbił się o płytki.
-Wtf??-powiedziałam pod nosem i podniosłam się z krzesła. To co zobaczyłam zmroziło mnie jak nic innego. Cała stołówka rzucała się nie tylko jedzeniem , ale tez wszystkim co mieli pod rękami. W powietrzu fruwały nogi od stolików , oparcia krzeseł , talerze , sztućce i szklanki. Potwornie się zdziwiłam , bo kto posiadający jakikolwiek słuch nie słyszy takiego hałasu?? Po chwili jakby wrócił mi słuch i moje uszy doznały tak potwornego bólu , że aż szybko zabrałam swoje rzeczy i wybiegłam ze stołówki. Pobiegłam przez korytarz po czym usiadłam pod swoją szafką na książki i nim dopiero dotarło do mnie co się właśnie stało , zjadłam z nerwów calutka miskę sałatki , a smaku w ogóle nie poczułam. Jak to się mogło stać -pomyślałam , czy ja mam jakaś chorobę psychiczną , czy coś?? Szybko wyciągnęłam z torby na książki mój tablet i zadzwoniłam do mamy.Gdy tylko usłyszałam halo?? szybko zaczęłam gadać , bo bałam się że nie zdążę.
-Proszę cię przyjeżdżaj szybko do szkoły , strasznie źle się czuje , pogadasz z dyrektorem na miejscu , proszę-i padłam na zimne płytki pod szafką. 

poniedziałek, 21 maja 2012

Każdy następny wpis to zwykła szara codzienność...

15,05,2012
   Dzisiaj praktycznie miałam wolne , bo mieliśmy rocznicę śmierci  tragicznie zmarłej 16 lat temu uczennicy naszej szkoły , a mimo to i tak spędziłam prawie cały czas nad moją ukochaną matematyką. Już od rana pierwiastkowałam i bawiłam się algebrą. Około 22.30 przypomniałam sobie to co stało się Chace'owi. szybko i starannie poskładałam książki na biurku , a potem poszłam poszukać laptopa. Znalazłam go przy mamie , która zasnęła na swoim ulubionym ,wielgachnym fotelu w kształcie ogromniastej , czerwonej dłoni. Misternie wyciągając go jej z lekko zaciśniętych rąk powoli uwalniałam poszczególne jego części. Po jakimś czasie miałam naszego (mojego) laptopa już na wyłączność , dopóki mama nie obudzi się i nie zorientuje się , że coś jej zaginęło. Zapisałam szybko jej pracę na Wordzie i uruchomiłam internet. w Google szybko wstukałam ''czy można torturować wzrokiem?'' i nerwowo nacisnęłam Enter. Wyskoczyło mi milion haseł. Każde zawierało jakąś część mojego pytania ale nic nie przykuło mojej uwagi. przepatrzyłam szybko prawie wszystko , ale bezskutecznie bo nic nie znalazłam. Wcale nie uspokojona padłam bez wyrazu i jakichkolwiek chęci na moje ukochane łóżko. Zawsze wydawało mi się , że jest ono łóżkiem wodnym , ale kiedy mama nie czasem usiądzie jest normalne.. Mając mnóstwo czasu zaczęłam się zastanawiać nad sensem mojego życia. Nie robiłam tego często , ale jak już zaczęłam to miałam doła na cały tydzień. Zamknęłam oczy na chwile i momentalnie zasnęłam. Wiedziałam , że śpię , a mimo to czułam bodźce z zewnątrz i słyszałam wszystkie odgłosy zza uchylonego okna. Migały mi wszystkie najistotniejsze chwile z mojego życia. To jak sama siedziałam w piaskownicy a wszystkie dzieci bawiły się razem , to jak w pierwszej klasie zaczęłam się uczyć , żeby pokazać im ,że dam radę , to jak podobał mi się pewien chłopak a on nie wiedział , że istnieję... niby normalne życie nastolatki , a tu w każdym było coś dziwnego.W piaskownicy siedziałam sama a dzieciaki nazywały mnie duchem i zjawą , w pierwszej klasie wiedziałam jakie będą odpowiedzi na sprawdzianach i widziałam , tak właśnie widziałam , o czym myśli moja nauczycielka pytając mnie i innych , wtedy  gdy widziałam moją pierwszą miłość , od razu , nie miałam przeczucia jak inne zakompleksione dziewczyny , że on mnie nie chce  , tylko wiedziałam jakby mi to powiedział , ale on mnie nie nie dostrzegał tylko po prostu nie wiedział , że ja istnieję jakbym była na prawdę tą zjawa albo duchem. W każdym z nich rozpoznawałam jedną twarz. Twarz młodej kobiety o czarnych jak smoła , długich jak liany włosach, zielonych oczach , wysportowanej sylwetce i umięśnionymi ramionami. W jednych wspomnieniach była kelnerką w barze , w innych ekspedientka , w innych policjantka i wcielała się w wiele innych postaci. Jakby pilnowała mnie na każdym kroku. Nagle w głowie zapaliła mi się jakaś malutka zapałka , płomyczek pomysłu. Kimona jest teraz może ja  skądś znam może jest... Olśniło mnie nagle . Nie mogę uwierzyć. Ona teraz jest moją matką...

niedziela, 20 maja 2012

Bo pierwszy wpis w nowym pamiętniku zawsze cieszy najbardziej , choćby nie wiem jak był przygnębiający...

12.05.2012
   Jak zwykle w szkole słyszałam mnóstwo tekstów typu : Ajć sorki , nie widziałam/łem cię i podobnych. Jak wspominałam  wcześniej , nie cieszę się zbytnia popularnością a jedyną chwilą która wywołuje u mnie uśmiech jest początek dnia z przedmiotami ścisłymi. Nigdy nie słyszałam żeby jakikolwiek chłopak/mężczyzna (nie wliczając dyrektora , mojego ojca i kilku nauczycieli) się do mnie odzywał po imieniu lub w ogóle ,ale dzisiaj wydarzył się ''cud'' (przynajmniej z początku początku nim był ). Mianowicie Chace Wang dzisiaj mnie zauważył. To było coś takiego :
-Siemka Cam , yyy czy wolisz Camille??-zaczął się plątać
-Nie ważne jak mnie nazwiesz, byle nie po nazwisku-burknęłam dalej zaskoczona faktem zauważenia mnie
-Ok to jeszcze raz-i odszedł trochę dalej od szafek z mojego rzędu , a potem podszedł znowu
-Siemka Cam , co u cb ??- zaczął jakby wcześniejszej rozmowy nie było
-Elo , i spoko , a co??-zapytałam z przymrużeniem oczu 
-Bo pasowało by mi zadanie z chemii , a ty masz na pewno dobrze.. iii....tego...no-wypowiedział tak szybko , że musiałam zatrybić trochę żeby załapać co on do mnie gadał
-Masz , ale zaraz oddaj- burknęłam , żeby nie było , że mnie to uszczęśliwiło bo byłam wściekła.
-Super , fajnie jest mieć kujo.. mądrą osobę w klasie.
-Nooo...-chciałam go zabić wzrokiem i popatrzyłam się na niego sztyletującym go oczami.
-Sss...-upadł z sykiem a ja prawie wcale się tym, nie przejęłam 
-Co ty odwalasz ?? Wstawaj i nie rób cyrków-udałam bezduszną (która chyba gdzieś tam we mnie siedziała , bo poczułam , że jakoś dobrze odnajduję się w tej roli) 
-Wiesz , bo miałem uczucie jakby ktoś rozcinał mi rękę nożem-powiedział pocierając ramię
-Dobra leć spisz i oddaj mi szybko zeszyt-powiedziałam i pobiegłam w stronę damskich ubikacji bo zakręciło mi się w głowie.
Mniej więcej jakoś tak to było. Dalej nie mogę rozkminić tego co się z nim stało. Koniec tej notki , muszę nad tym pomyśleć , bo nic a nic nie dzieje się przypadkiem...


Wszystko ma swój początek..

Cześć jestem Camille Herrondale  i to mój nowy pamiętnik który gdyby miał nogi już dawno by uciekł. Mam 16 lat i chodzę do zwykłej szkoły w Hamptons. Nie mam nikogo komu mogę się wygadać, więc wyżywam się na pamiętnikach. Ludzie prawie mnie nie zauważają , ale już do tego przywykłam. Jestem totalnie sama i dlatego uczę się całymi dniami i noszę miano kujonicy. Zapraszam do mojego zwykłego życia które może wcale takie nie jest.. mam nadzieję...